Pielgrzymka do Tulec

Tradycyjna piesza pielgrzymka do sanktuarium Matki Bożej w Tulcach wyruszyła w niedzielę 5 września 2010 roku.

Wczesnym rankiem, jeszcze przed godz. 7.00 w kościele zaczęli gromadzić się pielgrzymi, by po krótkiej modlitwie wyruszyć na uroczystości odpustowe do Tulec.

W tym roku do Matki Bożej pieszo pielgrzymowało około 60 osób. Grupie towarzyszył ksiądz Proboszcz. Nieocenioną rolę odgrywał również zespół młodzieżowy dzielnie zarażający wszystkich śpiewem na chwałę Bożą.

Pielgrzymi uczestniczyli we Mszy świętej sprawowanej przez bp Marka Jędraszewskiego. Ksiądz Proboszcz posługiwał w konfesjonale. Pod koniec uroczystości dołączyli do nas dyżurujący wcześniej w parafii – ks. Rafał i diakon Wojciech.

Wiele osób ze Starołęki przybyło na odpust samochodami. Wielu także angażowało się w akcje promocyjne Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży i Duszpasterstwa Rodzin. Spotykaliśmy ich przy stoiskach oraz rozdających ulotki.

W drogę powrotną do Poznania pielgrzymi udali się razem z parafianami z Dębca, tym razem pod  wodzą diakona Wojciecha.

Praktyka kleryka Piotra

Od roku dziękujemy Bogu za Piotra Małeckiego, który rozeznaje swoje powołanie w Arcybiskupim Seminarium Duchownym w Poznaniu.

Po zakończeniu pierwszego roku formacji Piotr oprócz wypoczynku angażował się w różne inicjatywy o charakterze religijnym. Między innymi uczestniczył w Przystanku Jezus, o czym mogliśmy przeczytać na łamach Przewodnika katolickiego, który cytował jego wypowiedzi.

Tak jak każdy kleryk, również Piotr zobowiązany był do poświęcenia miesiąca wakacji dla własnej parafii. W sierpniu zastępował Pana Kościelnego, pomagał w pracach biurowych oraz zorganizował wycieczkę ministrantów do katedry i seminarium.

17 sierpnia chłopcy mieli okazję dokładnie obejrzeć „nowy dom” kleryka Piotra oraz zwiedzić katedrę, w której spoczywają Mieszko I i Bolesław Chrobry.

Miłym akcentem wyjazdu był poczęstunek zorganizowany przez seminarium.

KSM w Bialej

W dniach 19-25 lipca w Białej w Puszczy Noteckiej odbył się obóz rekolekcyjny Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Archidiecezji Poznańskiej.

W tym roku nasza parafia miała bardzo liczną reprezentację – na obóz pojechało aż 18 osób. Hasło tegoroczne było szczególne: ,,Miłość mi wszystko wyjaśniła”. Miłość była inspiracją tematów spotkań formacyjnych na obozie.

Funkcję Komendanta obozu pełnił Krzysztof Krawczyk – Prezes Zarządu Diecezjalnego KSM, a opiekę duchową sprawował Asystent Diecezjalny KSM, ks. Marek Matyba.

Mimo nie zawsze idealnej pogody, czas rekolekcji mijał w milej atmosferze i niestety bardzo szybko. Rekolekcje z pewnością przyniosą bardzo obfitymi plony duchowe w uczestnikach. Wszyscy wrócili do domów pełni nadziei i entuzjazmu.

Splyw kajakowy

Dni od 28 lipca do 1 sierpnia grupka młodzieży z naszej parafii spędziła spływając kajakami rzeką Piławą.

Spływ zorganizowany został przez członków Oddziału KSM i na ich zaproszenie uczestniczył w nim także nasz były wikariusz ks. Darek Piasecki.

Jako początek trasy wyznaczone zostało Silnowo. Już pierwszy dzień nie obył się bez przygód, z których jednak udało nam się wybrnąć. Nie przestraszyły nas także wiosłowanie pod wiatr na jeziorze, powalone drzewa, przez które niejednokrotnie musieliśmy się nieźle namęczyć, czy biwakowe warunki.

Aby bezpiecznie pokonać wszystkie przeszkody, przestrzegano kilku reguł. Nie wyprzedzano przewodnika, którego funkcję pełnił Marcin Owczarzak, oraz nie pozostawano w tyle za zamykającym – Darkiem Gaworzewskim. Nad całością wyjazdu, zarówno na wodzie jak i na lądzie, czuwała osobiście Prezes Oddziału Marta Idziak.

Był czas na podziwianie przyrody, na rozmowy i na zabawy. Była też wspólna modlitwa, Eucharystia i słowa o tym, że w życiu jest tak jak na kajaku – czasem trzeba się trochę namęczyć, aby dotrzeć do celu. I tak w ciągu czterech dni udało nam się dopłynąć do Dobrzycy.

Wyjazd ministrantow do Zakopanego

Tuż po zakończeniu roku szkolnego nasi ministranci wraz z Księdzem Opiekunem udali się na tygodniowy wypoczynek do Zakopanego.

Starołęcka ekipa wyruszyła w podróż autokarem nocą z 27 na 28 czerwca. Po drodze nawiedziliśmy sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej i św. Rafała Kalinowskiego w Czernej oraz Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie – Łagiewnikach. W Czernej zwiedziliśmy kościół, którym opiekują się Ojcowie Karmelici Bosi. Uczestniczyliśmy tam we Mszy św. Następnie przeszliśmy szlakiem Drogi Krzyżowej, odwiedziliśmy przyklasztorny cmentarz, piliśmy wodę ze Źródełka Miłości i dzięki spotkaniu z o. Piotrem poznawaliśmy tajniki życia zakonnego.

W Łagiewnikach modliliśmy się w Bazylice Miłosierdzia Bożego, odwiedziliśmy starą kaplicę, w której modliła się św. Faustyna, widzieliśmy okno celi, w której zmarła, a na koniec podziwialiśmy panoramę Krakowa z wieży przy Sanktuarium.

W Zakopanem gościliśmy u Sióstr od Aniołów. Jest to zgromadzenie bezhabitowe. Siostry dbały o nasze wyżywienie i chętnie udzielały wielu praktycznych rad odnośnie pobytu w stolicy Tatr.

Nie marnowaliśmy czasu, zwłaszcza, że pogoda nam sprzyjała. Z wielkim zapałem chodziliśmy po górach. Odwiedziliśmy Rusinową Polanę, Gęsią Szyjkę, Sarnią Skałkę, Dolinę Białego, Gubałówkę, Nosal i Giewont.

Nie zabrakło także czasu na wizytę na basenie, karuzeli czy Krupówkach.

Modliliśmy się w Sanktuarium Matki Bożej na Krzeptówkach.

W wyjeździe wzięło udział 23 ministrantów. Opiekę nad nimi sprawowały dwie mamy – Pani Danuta i Pani Honorata, student UAM – Patryk i ks. Rafał.

KSM-owe Dni Skupienia

Młodzi z naszego parafialnego oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży zaprosili swoich kolegów i koleżanki na dni skupienia.

W KSM –owch dniach skupienia w gościnnej parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Piłce wzięło udział ok. 20 osób. Głównym celem wyjazdu, który miał miejsce od 9 do 11 października 2009 było wyciszenie po pierwszym miesiącu szkoły lub na początku roku akademickiego. Stąd wiele czasu poświęcono na modlitwę osobistą, adorację, uczestniczyliśmy również we Mszy św. i słuchaliśmy katechez dotyczących pogłębiania życia duchowego.

Kolejnym zadaniem była nasza formacja intelektualna. W małych grupach pochylaliśmy się nad niektórymi aspektami naszej wiary.

Oprócz tego nie zabrakło elementów integrujących naszą wspólnotę. Znaleźliśmy czas na zabawę i wypoczynek.

Ci, którzy pierwszy raz zetknęli się z KSM mieli okazję zobaczyć wiele płaszczyzn, na których członkowie Stowarzyszenia starają się działać.

Wywiad z ks. Rafalem Grochowiakiem Wikariuszem naszej parafii

W naszej Parafii mamy dwóch księży Rafałów i dwóch księży z Leszna…

Rzeczywiście, ja należę do obu tych zbiorów. Dopowiem więcej, nie tylko z Leszna, ale z tej samej parafii pw. św. Kazimierza.

Czyli dzieciństwo spędził Ksiądz w cieniu stadionu żużlowego…

Nie do końca. Zanim poszedłem do szkoły mieszkałem u dziadków w Krzywiniu, niewielkim miasteczku położonym około 25 km od Leszna. To dla mnie szczególne miejsce. Najpierw dlatego, że zawsze z rozrzewnieniem wspomina takie beztroskie lata. Dziadek był myśliwym i opiekował się strzelnicą na skraju lasu, stąd większość czasu tam właśnie spędzałem. Ale Krzywiń to także pierwsze wspomnienia o charakterze religijnym. Pamiętam swój zachwyt liturgią sprawowaną przez starego proboszcza i poczucie sacrum, które było dla mnie pierwszym doświadczeniem religijnym jakie wspominam. Nie jest prawdą, że dzieci w kościele nic nie rozumieją. Pan Bóg daje każdemu, ile ten może w danym momencie przyjąć. To są sprawy bardzo osobiste, powiem tylko tyle, że dał mi wówczas dużo.

Do szkoły podstawowej i liceum chodziłem w Lesznie. Ale na żużlu byłem chyba tylko raz w życiu. Nie interesowało mnie to. Lubiłem spędzać czas z grupą przyjaciół, z którymi mam dobry kontakt do dziś. Dużo jeździłem rowerem i chodziłem po lesie.

Liceum to także czas fascynacji architekturą i zabytkami. Wtedy odkryłem Kraków, miasto z którym chciałem związać swoje życie…

Ksiądz urodził się w sutannie?

Z pewnością nie. Ale przyznam szczerze, że Pan Bóg od dzieciństwa był dla mnie bardzo ważny. Ciekawe jest to, że wówczas nie miałem w tej materii szczególnego wzoru czy oparcia w najbliższej rodzinie. Ciągnęło mnie do kościoła, ale nie do końca wiedziałem, jak się to skończy.

Należał Ksiądz do jakiś grup parafialnych?

W podstawówce krótki czas do Oazy. Ale jakoś nie udało mi się na dłużej z tym ruchem związać. Byłem raczej wolnym ptakiem. Wcześnie, bo w VII klasie poznałem zakon Karmelitów Bosych i zacząłem z utrzymywać z nimi kontakt. Jeździłem do nich dwa razy w roku na rekolekcje zamknięte do Czernej pod Krakowem.

Po drugiej klasie liceum pojechałem na tydzień do Taize. Tam na koniec tych niesamowitych rekolekcji Brat Roger mocno podkreślał, byśmy po powrocie do domów zaangażowali się w naszych parafiach. Jak kazał, tak zrobiłem. Był rok 1993. 1 lipca powstała nasza parafia, a ja pod koniec miesiąca zameldowałem się do Proboszcza z informacją, że jestem dyspozycyjny i mogę robić wszystko… Proboszcz zaproponował mi, bym został lektorem w świeżo wybudowanej kaplicy. Ministrantem nie byłem więc ani dnia.

Nowa parafia była niezwykle dynamiczna. Ludzie chcieli coś robić. Ja pomagałem przy formacji kandydatów na ministrantów. Wtedy poznałem naszego diakona Szymona, który był takim kandydatem. Szczerze mówiąc, ja go nie pamiętam, ale on zapamiętał mnie.

Poznał Ksiądz jakiś szczególnych Kapłanów w swoim życiu?

Wielu. Każdy jest szczególny. Pierwszy jakiego pamiętam jest nieżyjący już ks. Franciszek Graszyński, proboszcz w Krzywiniu. Kolejnym jest ks. Kazimierz Pietrzak, który ma dość specyficzną osobowość, ale na mnie robił zawsze duże wrażanie. Także proboszcz rodzinnej parafii ks. Grzegorz Robaczyk pozostawił swój ślad w mojej pamięci. Szczególnie zapisał się w historii mojego życia duchowego ks. Grzegorz Piotrowski, pierwszy wikariusz mojej leszczyńskiej parafii, późniejszy kaznodzieja na moich prymicjach.

Jak Ksiądz wspomina seminarium?

To był wspaniały czas. Ja studiowałem w Lublinie i w Krakowie. Lublin to był czas fascynacji uczelnią. Katolicki Uniwersytet Lubelski to naprawdę szkoła, której polski Kościół nie może się wstydzić. Jednocześnie pobyt w Lublinie dał mi sposobność obserwowania bardzo dynamicznego Kościoła pod wodzą równie aktywnego i oryginalnego pasterza ks. abpa Józefa Życińskiego. Lublin to miasto ludzi młodych. Kilka wyższych uczelni robi swoje. Wszędzie studenci. To także niezwykle zielone miasto, jest tam dużo parków i miejsc, gdzie można czynnie wypoczywać. To wreszcie miasto, gdzie spotykają się ze sobą Wschód i Zachód.

Potem był królewski Kraków. Dostęp do szeroko rozumianej kultury i świadomość, że mieszka się w wyjątkowym pod wieloma względami miejscu na świecie.

Pamięta Ksiądz swoje święcenia?

Takich rzeczy się nie zapomina. Było to 4 maja 2002. Święceń udzielił mi bp Piotr Skucha. Kilka dni wcześniej zostałem poinformowany o swoich dalszych losach.

Było duże zaskoczenie?

Średnie. W naszym seminarium formacja była bardzo indywidualna. Zakładano, że nie każdy nadaje się na katechetę, wikarego, naukowca czy budowlańca. Od trzeciego roku mieliśmy praktykę ukierunkowaną na konkretne zadania. Ja współpracowałem z Wydawnictwem Karmelitów Bosych i przez jakiś czas (pochwalę się) byłem redaktorem naczelnym kwartalnika „Karmel”. Oprócz tego pomagałem w duszpasterstwie akademickim Akademii Ekonomicznej. Mogłem się zatem spodziewać jakie Kościół ma wobec mnie plany. Skierowano mnie do pracy we wspomnianym wyżej wydawnictwie.

Co Ksiądz tam robił?

Byłem redaktorem. Prowadziłem książkę od rękopisu aż do półki w księgarni. Oczywiście to jest długi proces, w który zaangażowanych jest wielu ludzi. Praca bardzo mozolna, zwłaszcza nad pozycjami stricte naukowymi. Miałem tam też swoją działkę – dział dla dzieci.

A duszpasterstwo?

Było. Byłem kapelanem sióstr zakonnych oraz pomagałem w parafii pw. Matki Kościoła, zamieszkiwanej głównie przez byłych wojskowych i milicjantów.

Małopolska i Wielkopolska pod względem religijnym bardzo się różnią. Tam jest więcej osób praktykujących. Także odpowiedzialność materialna za kościół jest większa. I to widać w podejmowanych przez tamte parafie inicjatywach.

Kiedy przeniósł się Ksiądz do Wielkopolski?

W 2004 roku rozpocząłem pracę w Archidiecezji Poznańskiej. Najpierw w Szamotułach. Byłem tam wikariuszem w kolegiacie, katechetą w liceum i kapelanem szpitala. Początki były trudne. Musiałem nie tylko zaaklimatyzować się w nowym środowisku, ale także wdrożyć się nowy rodzaj pracy. Szczególnie ciężko było w szkole. Do dziś mam traumatyczne wspomnienia… Ludzie często nie zdają sobie sprawy, co ich dzieci wyprawiają w szkole i jak odnoszą się do księdza na lekcji.

Potem był Międzychód. Pięknie położone miasteczko na skraju Puszczy Noteckiej. Współpracowałem z sędziwym proboszczem od którego się wiele nauczyłem. Katechizowałem w niewielkim liceum, w sumie 9 klas. Tam odkryłem, że praca z młodzieżą nie musi być koszmarem. To nie było jedyne zresztą odkrycie. Okazało się, że umiem pracować także z dziećmi, których wcześniej się bałem oraz z ministrantami, którzy tam byli niezwykle gorliwi i widać było, że czują się współodpowiedzialni za parafię. Niektórzy z nich byli w stanie zostać na drugiej Mszy w niedzielę, byle tylko było dwóch lektorów do czytania Słowa Bożego.

Jakie wrażenie zrobiła na Księdzu nasza parafia?

Trudne pytanie. Każda parafia jest inna. To, co mnie zaskoczyło, to bardzo aktywny laikat. W naszej parafii jest naprawdę sporo grup duszpasterskich, w których mamy mocno zaangażowanych świeckich. To pewnie jest też charyzmat Księdza Proboszcza, który umie wyłapać i zmotywować świeckich do działania.

Spotkałem tutaj bardzo pogodnych i otwartych ludzi. Nie ukrywam, że na początku było mi trudno wejść w to środowisko i nie mogłem ogarnąć tego wszystkiego, czym się mam zajmować. Teraz jest już znacznie lepiej. Powoli zaczynam czuć się u siebie.

Jakie zadania zostały Księdzu zlecone?

Poza parafią katechizuję w Zespole Szkół Chemicznych. Mam tam 20 lekcji tygodniowo. W parafii opiekuję się ministrantami i seniorami, mam 4 grupy przygotowujące do bierzmowania, jestem asystentem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży, opiekuję się Oazą oraz pięcioma kręgami Domowego Kościoła. Troszkę współpracuję z gazetką parafialną i Pomocnikami Matki Kościoła. Mam także zleconą opiekę nad częścią chorych parafian, których odwiedzam raz w miesiącu z Komunią świętą. Poza tym prowadzę zwyczajne duszpasterstwo: Msze, spowiedzi, chrzty, śluby i pogrzeby…

Czego na koniec Księdzu życzyć?

Na obrazku prymicyjnym miałem zdanie Pana Jezusa: „Oto ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). Chciałbym zawsze doświadczać tej obecności Pana Jezusa.

Nietypowa katecheza przed bierzmowaniem

Młodzież z I i II klasy Gimnazjum w ramach przygotowania do bierzmowania wzięła udział w biwaku w Puszczy Noteckiej.

Propozycja wspólnego wyjazdu zrodziła się spontanicznie w grupie prowadzonej przez Olę Szymkowiak. Ta używszy wszelkich godziwych sposobów nakłoniła ks. Rafała do zorganizowania wyjazdu, którego głównym celem byłaby formacja kandydatów do bierzmowania.

Czytaj dalej