Historia parafii św. Antoniego Padewskiego w Poznaniu na Starołęce
Opracowano na podstawie książki ks. Ludwika Brodniaka, Monografia parafii pod wezwaniem świętego Antoniego Padewskiego Poznań-Starołeka,
Poznań 1995
Parafia pod wezwaniem św. Antoniego Padewskiego w Poznaniu-Starołęce powstała po I wojnie światowej. Przedtem tereny te należały do parafii pod wezwaniem św. Jakuba Ap. w Głuszynie.
Tamtejszy Proboszcz ks. dr Kazimierz Rolewski, ur. 02.06.1887 r. w Poznaniu. Ochrzczony w par. Bożego Ciała. Zmarł 13.03.1936 r. w Poznaniu w dniu poświęconym św. Antoniemu. Obecnie Sługa Boży – kandydat do wyniesienia na ołtarze. Pragnął on otoczyć opieką duszpasterską robotników i ludzi biednych, których na terenie Starołęki nie brakowało. Przyjeżdżał więc do Starołęki i tu odprawiał Msze św. Ponieważ nie było żadnej sali, odprawiano Mszę św. w niedzielę i święta w tutejszej restauracji pana Kempfa (późniejszej „Huta” a obecnie „Bar Starołęcki”). Na czas nabożeństw bufet zasłaniano przesłoną. Dziś starsi ludzie powtarzają jeszcze, jak to niektóre kobiety były oburzone, że na Mszę św. muszą iść do knajpy.
W latach 1919-20 wybudowano drewniany kościół na fundamencie murowanym z dachem pokrytym papą bez sufitu. Ks. Kazimierz Rolewski założył przy tutejszym kościele parafialne księgi metryczne, które do dziś istnieją z Jego autentycznym podpisem i adnotacją świadczącą o ich założeniu.
W 1924 r. powstała samodzielna parafia i w tym też roku przyłączono tzw. Małą Starołękę do miasta Poznania. Są to tereny sięgające za tor kolejowy wraz z najbliższymi ulicami łączącymi się bezpośrednio z kościołem.
Powstały też zakłady pracy, lecz nie wszyscy mogli tam zostać zatrudnieni. Stąd tutejsi mieszkańcy nie opływali w dobrobyt. Jeśli ktoś otrzymał pracę i zarobił trochę grosza – budował sobie domek.
W 1925 r. przybyła do Starołęki p. dr Sabina Skopińska – lekarz. Studia medyczne ukończyła na Uniwersytecie Warszawskim. Po studiach przybyła do Poznania i sama wybrała pracę lekarza właśnie na Starołęce. Był to początek działalności w lecznictwie przez tzw. „Kasę Chorych”.
Oto wspomnienia wymienionej pani doktor:
„Starołęka pod Poznaniem – jest to przedmieście, położone o 7 km od centrum miasta. Wokoło stoją fabryki: Cegielskiego, Romana Maya, dwie fabryki mydła, wielka wytwórnia chemiczna „Blask”, fabryka Regiera i dwie fabryki nawozów sztucznych. Ponadto cały szereg innych mniejszych fabryczek i wytwórni. W okolicy nie było ani jednego lekarza na stałe, choć było 3.000 ubezpieczonych w Starołęce i wioskach okolicznych. Komunikacja z Poznaniem była w 1925 r. niezbyt wygodna: jechało się koleją lub furmanką 7 km, albo szło się pieszo 3 km do tramwaju przez most kolejowy i wąskie dróżki uroczego parku nad Wartą, tzw. Dębiną. Pojechałam więc obejrzeć Starołękę. Miejscowość wydała mi się wprost urocza… Położona nad Wartą, która w tym miejscu jest bardzo malownicza . Most kolejowy przerzucony przez rzekę, ozdobiony wieżyczkami oraz młyn parowy i spichlerze nad rzeką, wielkie, murowane 4 – piętrowe – nadawały Starołęce jakiś specyficzny urok. Szczególnie piękny był młyn, który pracował przez całą dobę bez przerwy. Oświetlenie elektryczne odbijało się nocą tajemniczo w płynącej wartkim nurtem rzece, a miarowy oddech jego maszyn budził echa w leżących na przeciwległym brzegu lasach i gajach dębiny. Było jeszcze dwóch lekarzy, którzy tylko dorywczo i na krótko przyjeżdżali na Starołękę z pomocą lekarską. Ponadto na tzw. kolonii, tj. w domkach zbudowanych przez kolejarzy, mieszkała „mądra” kobieta, która leczyła ziółkami, czarami i zaklęciami. Cieszyła się ona dosyć dużym powodzeniem i do 1930 r. leczyła miejscową ludność. W Starołęce istniała malutka apteka. Właściciel jej, człowiek bardzo sympatyczny, typ ruchliwego kupca. Zachęcał mnie do tego, abym tu zamieszkała na stałe. Wskazał mi nawet mieszkanie w tym samym domu, gdzie mieściła się jego apteka. Właściciel domu, piekarz H. (Heigelmann), odstąpił mi mieszkanie wraz z meblami. Ulubionym zajęciem mieszkańców tego głuchego przedmieścia Poznania, zresztą jak i innych miasteczek prowincjonalnych, było wylegiwanie się w oknach na poduszeczkach i przypatrywaniem się temu, co się dzieje na ulicy.”
Lekarka ta podaje w swoich pamiętnikach, że już w latach trzydziestych, w tutejszej szkole organizowano dożywianie dzieci (podobnie jak to ma miejsce również obecnie, w czym pomaga wiele parafia).
W czasie II wojny światowej kościół na Starołęce został zamknięty i przeznaczony na niemiecki magazyn.
Po zakończeniu działań wojennych, osiedle poczęło się coraz bardziej rozbudowywać. Na cmentarzu grzebalnym wybudowano kaplicę na podłożu byłego fortu niemieckiego. Rozpoczęto też przygotowania do budowy nowego kościoła. W zapisach poszczególnych robót wykazane są sumy pieniężne, które w tym opisie również podałem dla orientacji kosztów budowy. Później władze miejskie wstrzymały pozwolenie na budowę domów, ze względu na lotnisko położone w pobliżu osiedla. Dopiero w późniejszych czasach dawano pozwolenie na budowę nowych domostw… Przychodzili więc ludzie, którym nie były znane losy parafii. Starsi umierali i brakowało tych, którzy przekazaliby następcom historię swej parafii i osiedla. Stąd też powstała myśl opisania wszystkiego, co powinien wiedzieć każdy parafianin a zwłaszcza dla młodych obecnych i tych następnych oraz dla nowo przybyłych.
Oby ta książka spełniła to zadanie i dopomogła zachować miejscową tradycję.
W tym miejscu składam serdeczne podziękowania tym wszystkim, którzy dopomogli do powstania tego dzieła:
najpierw zmarłemu byłemu tut. Proboszczowi ks. dr Ignacemu Czabańskiemu, który za swego życia przekazał mi wiele cennych informacji i On właśnie zachęcał mnie do napisania tej kroniki; również licznym parafianom, którzy opowiedzieli to wszystko co zapamięntali. Dyrekcji Archiwum Archidiec.: ks. dr Marianowi Banaszakowi i ks. dr Konradowi Lutyńskiemu – za okazaną pomoc i ocenę; pani Ewelinie Jagła – za trud dokonania skutecznej korekty;
Autor
(ks. Prob. Ludwik Brodniak – proboszcz parafii św. Antoniego w latach 1981-1994, zmarł w 2000 r. pochowany na cmentarzu parafialnym)
